czwartek, 25 maja 2017

Róże, różyczki...

Zamówiony szal (na razie nie mogę powiedzieć,  kto i dla kogo) miał być w róże lub astry. Ani jednych, ani drugich kwiatów jeszcze nie filcowałam. Ale, skoro poradziłam sobie z frezjami (już nikt mnie nigdy na frezje nie namówi!)... Wybrałam róże. Astry(piękne kwiaty!) mają za dużo płatków, na razie odkładam je na potem.

 Szal ufilcowany na czarnym szyfonie jedwabnym (widać prześwity).






Wygląd szla zmienia się w zależności od tego, na którą stronę go upniemy.



I jeszcze różyczki ufilcowane dwa miesiące temu.


Zdjęcie z ubiegłego roku. Ale różyczki już zaczynają kwitnąć. Jak zawsze o tym samym czasie - na Dzień Matki. Dostałam ten krzaczek od swoich małych córek chyba już prawie 10 lat temu.

4 komentarze:

  1. Piękny szal!!! Czarujesz tą wełną, że wyglądają jak prawdziwe! Nie zdziwiłabym się gdyby pachniały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachną mydełkiem.:) Danusiu, dziękuję za dobre słowo.:)

      Usuń
  2. Przepiękny szal. Na tym tiulu róże prezentują się przecudnie. Założyłabym go na największą galę u Prezydenta RP! Przyćmiłby wszystkie inne kreacje...

    OdpowiedzUsuń