poniedziałek, 8 stycznia 2018

Mitenki, czyli rękawiczki bez palców

Mitenki - rękawiczki bez palców. Kilka lat temu ufilcowałam 2 czy 3 pary. I na tym zakończyła się przygoda z tą formą. Do października ubiegłego roku. Musiałam ufilcować mitenki koleżance, obiecałam  jej już pół roku wcześniej. Wprawdzie niechętnie, ale jednak obiecałam. I posypały się kolejne w różnych wariantach i wariacjach kolorystycznych.



























Komplety. Chusty i mitenki





piątek, 20 października 2017

Ze złotem w tle.

Facebook  w ostatnim tygodniu, który był dla nas łaskawszy, jeśli chodzi o aurę, zasypał nas fotografiami z październikowym złotem. Wszyscy, no, może większość, rzucili się na parkowe, leśne spacery. Z daleka było słychać liściaste szuranie. Uległam i ja. Zostawiłam na chwilę Pracownię, chwyciłam za nową ufilcowaną chustę, aparat i męża i polecieliśmy do pobliskiego lasku. Obfotografować chustę ze złotem liści i biało-czarną korą brzóz  w tle.

Ach, to leśne powietrze... Tylko kilka chwil wystarczy, żeby znaleźć się w lesie. Zadaję więc sobie pytanie, dlaczego tak rzadko korzystam z tej możliwości.

A tak na marginesie. Która fotka podoba Wam się najbardziej?
















Myśleliśmy, że może jakiegoś grzybka jadalnego znajdziemy. Nie znaleźliśmy. Chyba za bardzo skupiliśmy się na leśnych kadrach.

czwartek, 12 października 2017

Dwie energetyczne chusty

Lubię filcować chusty i robię to dość często. I sama  lubię je nosić. Są wygodne w użytkowaniu. Ostatnio powstały dwie energetyczne. Obie na zamówienie.
Pierwsza w kolorach, które uwielbiam. Ciepłych jesiennych.







Druga, znaczy lewa strona chusty. Tłem jest winobluszcz, który zagospodarował całe ogrodzenie za domem.






Druga chusta była trochę eksperymentalna, ale muszę przyznać, że z efektu jestem bardzo zadowolona.  Niestety, ostatnie 2 deszczowe tygodnie nie pozwoliły na sfotografowanie jej w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody. Dlatego musiała wystarczyć weranda. 








Po winobluszczu zostało tylko wspomnienie.




I pozostając przy tematach jesiennych, powstał naszyjnik żołędziowy.

czwartek, 25 maja 2017

Róże, różyczki...

Zamówiony szal (na razie nie mogę powiedzieć,  kto i dla kogo) miał być w róże lub astry. Ani jednych, ani drugich kwiatów jeszcze nie filcowałam. Ale, skoro poradziłam sobie z frezjami (już nikt mnie nigdy na frezje nie namówi!)... Wybrałam róże. Astry(piękne kwiaty!) mają za dużo płatków, na razie odkładam je na potem.

 Szal ufilcowany na czarnym szyfonie jedwabnym (widać prześwity).






Wygląd szla zmienia się w zależności od tego, na którą stronę go upniemy.



I jeszcze różyczki ufilcowane dwa miesiące temu.


Zdjęcie z ubiegłego roku. Ale różyczki już zaczynają kwitnąć. Jak zawsze o tym samym czasie - na Dzień Matki. Dostałam ten krzaczek od swoich małych córek chyba już prawie 10 lat temu.